niedziela, 15 kwietnia 2012

Krumlov. Český Krumlov.


Właściwie nie wiem, skąd mi się wziął ten Český Krumlov. Od ponad roku "chodził za mną", męczył przy każdej okazji wyjazdu, przyciągał wzrok na mapie. A dostrzec go na mapie przecież niełatwo. Początkowo myślałem, że winne są zdjęcia Dominika, ale on Kutną Horę fotografował, nie Krumlov.  Wiem tylko, że kiedyś Loket ściągnął mój wzrok na mapie Czech swoim położeniem w zakolu rzeki, a może dostrzeżone w Krumlowie dwa zakola Wełtawy fiksację ugruntowały?




Český Krumlov (w odróżnieniu od Morawskiego; dla tych co nie wiedzą - Republika Czeska składa się z Czech, Moraw i niewielkiego kawałka Śląska, ale nie ze Słowacji ani Słowenii) wart jest ośmiusetkilometrowej podróży z Polski. Bo przecież miasto położone w takich zakolach, rzeką w zasadzie otoczone, musi być piękne. Miasto średniowieczne, o tkance urbanistycznej niezmienionej, naznaczonej uroczą i właściwą tym czasom przypadkowością nieplanowości, nieregularności - nieznanej już chyba renesansowi, a doprawionej i wymuszonej jeszcze pofałdowanym terenem. A jeszcze nad wspomnianą średniowieczną starówką góruje drugi co do wielkości w Czechach zamek - o wielkości dla tego miasteczka niemal absurdalnej.

Opisywać co sfotografowałem nie będę, bo nie lubię. Ale Krumlov kusi też tym, czego fotografować nie można lub nie wypada, a obejrzeć trzeba. W centrum mieści się Dům fotografie z permanentną chyba wystawą Jana Saudka (odbitki do kupienia na miejscu).

Fantastyczną ekspozycję stanowi Museum Fotoatelier Seidel - odrestaurowane fotoatelier Josefa Seidla i jego syna Františka. Warto je zwiedzić nie tylko dla udokumentowanego zdjęciami Josefa obrazu Szumawy z pierwszej połowy dwudziestego wieku, ale też by zobaczyć odrestaurowane i czynne fotoatelier na światło północne, a także prześledzić rozwój techniki fotograficznej w tym okresie (np. początkowo ciemnia pozbawiona była oświetlenia elektrycznego) i zobaczyć cały wczesno-dwudziestowieczny zakład fotograficzny stanowiący małe rodzinne przedsiębiorstwo zatrudniające kilka(naście?) osób.





Ważnym punktem jest też Egon Schiele Art Centrum - tu raczej wystawiano grafikę, ale jakoś z wystawą Saudka doskonale mi ona współgrała. Trafiłem na wystawę Geralda Scarfe'a, ale fantastyczną propozycją okazały się grafiki Jiřího Slívy. Wyjechałem z przekonaniem, że czescy artyści: graficy, fotograficy, reżyserzy mają fantastyczne spojrzenie na rzeczywistość, nam niedostępne...